CIEKAWOSTKI DLA RODZICÓW

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Chore dziecko w przedszkolu !!!

Wychowawcy i lekarze alarmują! Posyłamy przeziębione dzieci do przedszkola! Poniżej przedstawimy Państwu artykuł z jednego z czasopism, który uważamy za istotny w okresie kiedy dzieci chorują najczęściej…
Jedna z nauczycielek z przedszkola w Inowrocławiu wypowiada się następująco:
„Z obawy o pracę rodzice unikają zwolnień i… zaprowadzają chore maluchy na zajęcia. Przemycanie chorych dzieci to duży problem. Wszystko dlatego, że L4
w dzisiejszych czasach stało się prawdziwym postrachem rodziców – sami też coraz częściej chodzą do pracy z poważną infekcją. Ja, tak po ludzku, rozumiem mamy, które „podrzucają chorowitka”, bo po prostu nie mają go z kim zostawić, a szef krzywo patrzy na zwolnienie. Tyle tylko, że takie postępowanie to błędne koło. Za chwilę osiemnaście osób musi brać zwolnienie, bo jedno dziecko zaraziło osiemnaścioro innych. Oczywiście, że są dzieci, które miesiącami chodzą na zajęcia z katarem
i kaszlem, ponieważ powoduje je alergia. Taki maluch nie stanowi dla innych żadnego zagrożenia. Ale znam przypadek mamy, która rano zbijała synkowi gorączkę, a potem do przedszkola przyniosła torebkę z lekami, żeby je mu podano. Tego żaden odpowiedzialny wychowawca nie może zaakceptować. Nie ma mowy by nauczyciel podał dziecku leki, nawet witaminy. Choroby były, są i będą, bo dziecko zaraża się
w tempie błyskawicznym. Rodzice pojawiający się u nas często stanowczo żądają, by nie wpuszczać do sali chorych maluchów. Niestety, mimo chęci nie zawsze jesteśmy
w stanie to ustalić. Jeśli dziecko, wchodząc do przedszkola, nie ma żadnych symptomów chorobowych, a za dwie godziny je ma, to nigdy nie wiadomo czy tak szybko rozwinęła się u niego choroba, czy też przestały działać leki, które rodzic dał maluchowi rano. Niektóre dzieci są odporne i nawet otoczone szkarlatyną czy ospą nie zachorują. Ale są i takie, które łapią dosłownie wszystko Mam w grupie chłopca, który choruje wyjątkowo często. Po powrocie do przedszkola, gdy jest jeszcze osłabiony kuracją antybiotykową, wystarczy, że jedno dziecko przyniosło jakiegoś wirusa i on na sto procent będzie chory jako pierwszy. Kiedyś jedno z dzieci przyniosło do przedszkola ospę bostońską. Zanim pojawiły się pierwsze oznaki choroby, już pół grupy zdążyło ja złapać. Czasami bywa tak, że dziecko wraca po dłuższej nieobecności i naszym zdaniem wciąż nie jest zdrowe. Wtedy rodzic musi przedstawić zaświadczenie od lekarza. Uważam, że zdrowia dziecka nikt nie ma prawa narażać…”
Poniżej mogą Państwo przeczytać wywiad jednego z czasopism z lekarzem pt. „Kiedy maluch musi zostać w domu?”
Czasopismo: Podobno statystyczny przedszkolak przechodzi aż osiem infekcji rocznie. Często wypisuje Pani zwolnienie rodzicom, którzy chcą kurować malucha w domu?
Lekarz: „Tak. Najwięcej zachorowań wśród dzieci, a więc i zwolnień dla rodziców, przypada od września do stycznia. Przeważają infekcje górnych dróg oddechowych, wysypkowe choroby zakaźne jak ospa wietrzna czy szkarlatyna i zakażenia żołądkowo – jelitowe. Pierwszy rok, kiedy dziecko styka się z rówieśnikami w przedszkolu, jest rokiem częstych infekcji.”
Czasopismo: Czy proceder puszczania niedoleczonego, albo wręcz chorego dziecka do przedszkola czy szkoły jest według Pani bardzo dużym problem?
Lekarz: „Niestety dość często zdarzają się rodzice, którzy bagatelizują objawy choroby u dziecka i posyłają je do przedszkola. W ten sposób nie tylko narażają inne dzieci na złapanie infekcji, ale też własną pociechę, której stan może się pogorszyć. Środowisko przedszkolne, gdzie jest duża ilość zabawek a sale są słabo wietrzone, nie sprzyja przeziębionym dzieciom.”
Czasopismo: Gdzie przebiega ta granica, od której maluch nadaje się do przedszkola, a kiedy lepiej jest jeszcze podkurować go w domu?
Lekarz: „Trudno wyznaczyć taką granicę. Bywa, że dziecko czuje się dobrze i nie gorączkuje, jednak wysypka na ciele zwiastuje rozpoczynającą się chorobę zakaźną.
W takiej sytuacji dziecko musi zostać w domu. Ale niestosowanie się do zaleceń lekarskich jest niestety nagminne. Zdarzyła się kiedyś zapracowana mama, która mimo przestróg posłała dziecko z ospą wietrzną do przedszkola. Wkrótce rozwinęło się zapalenie płuc i konieczna była hospitalizacja. A do tego w grupie przedszkolnej większość dzieci zaraziła się ospą”
Czasopismo: Mówi się, że katar katarowi nierówny. Czy rzeczywiście pociągającego nosem malucha można posłać do przedszkola?
Lekarz: „Katar nie zawsze musi mieć podłoże infekcyjne. Często jest objawem alergii
i wtedy nie stanowi źródła zakażenia dla osób trzecich. Jednak nasilony katar
u dotychczas zdrowego dziecka, a do tego uporczywy kaszel, biegunka, wymioty, wysypka albo gorączka są bezwzględnym wskazaniem do pozostawienia dziecka
w domu i do wizyty u lekarza. Ogólne złe samopoczucie, brak apetytu, niespokojny sen również są sygnałem alarmowym i także mogą zwiastować rozpoczynającą się infekcję.
Czasopismo: Niektórzy rodzice twierdzą, że chodzenie z katarem do przedszkola zahartuje dziecko.
Lekarz: „To błąd. Trzeba zacząć od zdrowego stylu życia: odpowiedni zbilansowanej diety małego dziecka, ruchu na świeżym powietrzu, a nie od posyłania chorego do grupy rówieśników. Ważne Est nie przegrzewanie dziecka i dbanie i odpowiednią temperaturę powietrza w domu. Z chorym malcem, nie powinniśmy chodzić do znajomych, ani na zakupy do marketu. Jednak krótki spacer na świeżym powietrzu nie jest zabroniony.”
 

   

Copyright by P1 w Gnieźnie